Tour de AE. To już trzecia edycja zawodów rowerowych o Puchar Rektora. Trasa przebiega na terenie całego Campusu Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Dziesiątki zakrętów pozwoliły organizatorom stworzyć dość długą pętlę liczącą 2 kilometry w sumie na niewielkim obszarze campusu.
Imprezy tej nie mogliśmy sobie odpuścić. Kraków to nasz bardzo bliski sąsiad, a wpisowe to zaledwie 10 zł. Dodam, że keny dostał od Pani prowadzącej wjazd za free, to chyba za te śliczne oczka jakie ma :). Startując właśnie tutaj mogliśmy trochę wyładować swoją energię po niedoszłym do skutku wyjeździe w sobotę do Ustronia na maraton. Jedynie z naszej grupy Wojtek wystartował, jednak nie wiadomo mi z jakim skutkiem.
W sobotni wieczór omawiamy ostatnie szczegóły wyjazdu i tak koło godziny 8.30 w niedziele jesteśmy już w drodze na Kraków, w składzie: keny, Foreight, Rozwell i ja :) Trochę się denerwowałam przed startem ,bo weteranką startów jeszcze nie jestem, poza tym nie dawał mi trzeźwo myśleć egzamin z Wytrzymałości Materiałów który miałam mieć o 12, start zaś o 10.30. Dojeżdżamy pod samą akademię, wyciągamy rowery i szykujemy się do startu. Foreight jeszcze pyta czy dopompować mi koło, stwierdziłam że nie jest to konieczne i podziękowałam. I to chyba był błąd…
Godzina 9.50 dokonujemy zapisów i mając chwilę wolną objeżdżamy pętle.
Hmm… moje pierwsze wrażenie po przejechaniu jej… przeraziłam się dziesiątkami zakrętów, wystającymi krawężnikami i slalomem w parku :/ Ale najbardziej przeraził mnie krótki terenowy podjazd, który pełnił funkcję „wyskoczni”. Wystarczyło lekko się wybić, a kontakt z podłożem się urywał. Jednak jak się potem okazało nie było to nic strasznego. W wyścigu mniejszą uwagę poświęca się takim detalom :P
Relacja z kategorii Kobiety Open Gosi:
Po dwóch okrążeniach zaznajamiających z trasą jestem gotowa do startu.
Jak się na starcie okazuje w mojej kobiecej kategorii nie ma rywalizacji. Jesteśmy tylko trzy i dla każdej z nas już z góry zarezerwowane jest podium. Teraz tylko kwestia które dla której :) Keny niestety nie mógł mi kibicować w tym samym czasie miał egzamin, zresztą jak on zaś będzie startował to i ja będę daleko stąd.
Odliczanie i start !
… co za felerny start, nie ustawiłam dobrego przełożenia i nie mogłam ruszyć :P
Ale to nic. Moja wina, po prostu się nie przygotowałam do startu. Najgorsze dopiero przede mną. Po około 150 metrach trafiam na pierwszy krawężnik. Jedna z zawodniczek zajechała mi drogę, a że nie potrafię skakać to musiałam uderzyć w niego całą siłą :/ Usłyszałam tylko głośny huk, ale myślałam, ze jest ok., bo jeszcze spory kawałek ujechałam. Dopiero gdy koło zaczęło mi falować zorientowałam się, ze mam flaka z tyłu… dobiłam :/
No to się pościgałam… Pomyślałam jednak, że nie mogę się tak łatwo poddać. Tomek w zeszłym roku też dobił, a mimo to ukończył wyścig. I ja też tak mogę :)
Zaczęłam biegnąć trasą do Foreighta by poprosić go o zmianę koła. Szybka wymiana i mam nowe koło :) Z kasetą ośmiobiegową, ale jakoś to mi nie przeszkadzało, przerzutka chodziła bez zarzutów. Teraz wystarczy tylko odzyskać minutowa stratę. Ruszam z wysokiego biegu, staję na pedałach i kręcę ile mogę. Zostały tylko trzy okrążenia, czyli jakieś 6 km na odzyskanie tego co straciłam…
Od tego momentu, z moją niewiedzą obserwuje mnie keny z siódmego piętra swojej uczelni ze stoperem w ręku odmierzając mi ciągle zmniejszającą się stratę.
Obrałam trochę złą taktykę przy ściganiu, pozostawiłam za mało sił na ostatnie decydujące okrążenie i mimo wysiłku nie udało mi się dogonić pierwszej zawodniczki, zabrakło mi 15sekund do niej.
Ale i tak jestem z siebie zadowolona :D
Przynajmniej było widać, ze się staram, no i kibiców mi nie brakowało :)
Atmosfera była bardzo koleżeńska, a impreza sama z siebie dobrze zorganizowana. Nie było na co narzekać.
Po kilku minutach od dojazdu na metę zbieram się do szkoły, niestety… nie zobaczę popisu kenego, Foreighta i Rozwella. Może będę mogła liczyć na jakiś ich komentarz do mojej relacji :)
Ja tylko wiem tyle co z opowiadań reszty. Foreight i Rozwell dobili i nie ukończyli wyścigu, a keny dojechał jak dojechał :P
Niech może sam napisze :)
Wracam z uczelni i zdążyłam tylko zobaczyć jak keny wjeżdża na metę :)
Relacja kenego z wyścigu "elity":
Na starcie kategorii elita pojawiło się 19 zawodników. Wśród
nich: keny, Foreight i rozwell. Do pokonania mieli 10 okrążeń po krętej trasie
naszpikowanej krawężnikami i częstymi nawrotami po 180 stopni – łącznie 20 kilometrów. Po
mocnym starcie z drugiej linii na pierwszym zakręcie wraz z Foreightem plasowaliśmy
się na 3 i 4 pozycji. Foreight zaczął bardzo mocno – jak później opowiadał czuł
się w tym dniu na siłach. Niestety już pod koniec pierwszego okrążenia zaraz po
wyprzedzeniu Marka Tyńca i przesunięciu się na drugą pozycję w stawce dobił
tylnym kołem na krawężniku łąpiąc gumę. Tym samym zakończył rywalizację – nie
było nikogo, kto by w tym czasie użyczył mu koła.
Rozwell także złapał gumę przed końcem drugiego okrążenia,
co prawda dostał nawet koło od kibica z kategorii amator, który wcześniej
ukończył wyścig jednak opóźnienie było już bardzo duże i zdublowanie przez
lidera skutecznie zniechęciło biednego rozwella do dalszej jazdy.
Tymczasem ja systematycznie z każdym okrążeniem traciłem
pozycję, coraz bardziej opadając z sił. Ostatecznie przyjechałem na 10 miejscu
ze stratą 4,32min do zwycięzcy – Wojtka Pasowicza. Tak to jest jak się nic nie
jeździ i trenuje :P
Nasze wyniki:
Gosia - 2 miejsce - kategoria Kobiety open
keny - 10 miejsce - kategoria elita
rozwell, Foreight - nie ukończyli z powodu awarii sprzętu ;) (kategoria elita)
pełne wyniki na stronie oficjalnej - www.tourdeae.ndesign.pl
Fotki z zawodów:
Pamiątkowa fotka uczestników :)
|