Menu główne
Start
FORUM
Rowerowe
Zawody rowerowe
Rajdy rodzinne
Wycieczki rowerowe
Szlaki rowerowe
Opisy miejscowości
Warto zobaczyć
Kalendarz imprez
Budowa roweru
BikerTrzebinia.pl
Blog BikerTrzebinia
Wasze wycieczki
Kontakt/Redakcja
Skład
Polecamy
KTK Chrzanów
Foxiu
Bannerki
Pozostałe
Pojęcia
Biorytmy
Szukaj
Linki
Nagłówki RSS
Trzebinia
Trzebinia – miasto w woj. małopolskim, w powiecie chrzanowskim, siedziba gminy miejskiej Trzebinia. W latach 1975-1998 miasto administracyjnie należało do woj. katowickiego. Należy do Jaworznicko-Chrzanowskiego Okręgu Przemysłowego.

Obszar miasta i gminy Trzebinia położony jest na pograniczu Wyżyny Olkuskiej, Pagórów Jaworznickich i Rowu Krzeszowickiego, w zachodniej części województwa małopolskiego, w powiecie chrzanowskim. Geograficznie obszar miasta i gminy jest wyżyną wzniesioną od 270 do 470 m n.p.m. Przez teren miasta przebiega granica ważnych regionów: śląskiego i krakowskiego.
Forum Chrzanów
biuro podatkowe chrzanów | ubezpieczenia sosnowiec | przeprowadzki wrocław

| Joomla | Forum rowerowe | Mundial | Instalacja gazowa | Trzebinia | Przeprowadzki Wrocław | Mundial 2010


Pierwsza wycieczka 2007. Miękinia, relacja
Redaktor: keny   
29.03.2007.
img_9335 25 marca wybraliśmy się większą grupą (ośmioosobową) na pierwszą bardziej zorganizowaną wycieczkę ;-) Poniżej dwie relacje z tej wycieczki. Jedna Gosi, druga Annihilatora. Wycieczka do Miękini (jak się ostatecznie okazało), łączny dystans około 60 kilometrów lajtowym tempem.

 

Pierwsze relacja Annihilatora, z racji że on napisał ją pierwszy.

To była pierwsza poważniejsza wycieczka KTS BikerTrzebinia od początku roku. Zaczne najpierw od składu rowerów: 2 Wheelery, 2 Meridy, 3 (!!!) Kony i 1 Author. Jak widać obstawka to nie byle jaka, jeszcze nigdy chyba nie było tylu elitarnych rowerów w takich ilościach.

Zacznijmy od tego, że propozycje tejże wyprawy złożyła Gosia, to też na nieszczęście stała się automatycznym przewodnikiem całej grupy (czym to w praktyce grozi nie musze mówić chyba). Na wstępie warto zaznaczyć, że Foreight wyrusza z lekko przebitą dętką i lekko żywą obręczą,  ale to jeszcze nic...

Wyruszyliśmy przez Puszczę Dulowską, bo tak zarządziła Pani przewodnik. Było krótkie ,Puszcza'' i już wiadomo o co chodzi. Wiadomo, że nie będzie ostrych zjazdów itp, co to to nie. Oczywiście Pani przewodnik można rzec ustalała plan wycieczki na bieżąco w trasie.

img_9372 Po nudnawych jazdach szukamy szlaku zielonego i wyjeżdżamy gdzieś na Woli Filipowskiej, przekraczamy drogę krajową nr 79 i jedziemy dalej, za szlakiem. Zaczyna się robić terenowo - znaczy błotniście. Pierwszy postój - Foreight musi dopompować koło, koledzy Tomka (Ci na Konach) muszą napić się Bobo Fruta. Ja jeszcze się wkurzam na nowy, licznik Cateye. Zdaje się, styki nie do końca stykają i raz mi mierzy, dwa razy nie. Wobec czego daruję sobie spoglądanie na ten licznik na razie, co by się zbędnie nie denerwować.

Ruszamy dalej przez błotka. Prowadzi rozwell. Pani przewodnik Gosia, z kenym zamykają kolumnę. A rozwell na czuja prowadzi grupę i gdzieś tam się lekko mijamy ze szlakiem. Za to dostaje opiernicz, bo gdzie on grupę śmie prowadzić na manowce, opiernicz od Pani przewodnik.

Jedziemy więc wąskimi dróżkami, mijamy parę powalonych drzew, zatrzymujemy się przed Miękinią. Chwila postoju przy kamieniołomie, wspinaczka części z nas na górę i fotki. Ogólnie nuda, nikt nie chciał z tego zjechać więc rowery w ruch i jedziemy dalej, docieramy do Miękini. I tutaj zaczyna się koszmar tej wycieczki.

 Plan był jechać później na Paryż. Wszystko ładnie pięknie, jedziemy drogą główną w Miękini, podjazd i TRAAACH. O to prezes, keny, zgubił można rzec, linkę od przedniej przerzutki.

img_9368 Awaria dla niego to żadna w sumie - zakładamy mu dwójkę z przodu i niech się cieszy. I ruszamy dalej, daleko nie pojechaliśmy i znowu TRAACH. I znowu. O to po raz kolejny, prezes, keny (dla jasności ponownie) zgubił tym razem łańcuch. Linka to była dla niego za mało, musiało więc paść na łańcuch. I co? No koniec wycieczki, prawie. Do tego chwali się jeszcze pęknięciem obręczy. Wszystko gitara. Pogodę mamy za nic to i takie awarie też musimy mieć za nic.

Oczywiście zapominamy o Paryżu. Teraz jedyny nasz problem, to doholować prezesa do domu. Odbijamy na Filipowice i głównie Foreight (też ma spore straty w sprzęcie) holuje prezesa do domu. Ja Gosia i rozwell od czasu do czasu pomagamy. Oczywiście Foreight zalicza parę postojów jeszcze, celem napompowania dziurawej dętki. Do tego, przez całą drogę, Tom3k i koledzy na Konach Kikapu, ciągle popijają kolejne Bobo Fruty.

 I tak, jadąc przez Puszczę Dulowską kończymy wycieczkę. Ja odbijam w dom, a prezesa dalej przez teren tam holuje Foreight. On to zrobił dzisiaj zdecydowanie za wiele km!

 

img_9367 Teraz relacja Gosi.

 Niedziela, 25 marca, od samego rana zapowiada się piękny i słoneczny dzień. Pogoda wręcz idealna na rower. Dwa dni wcześniej pojawia się temat na forum dotyczący właśnie niedzielnej przejażdżki. Temat niestety umieszczony został na forum wewnętrznym niestety, a może na szczęście..

Zbiórkę planujemy pod siedzibą Bikera o godzinie 14. Na czas pojawiam się ja, rozwell, Anni no i oczywiście keny z Foreightem, który jeszcze zajmował się swoim rowerem i nie był jeszcze totalnie gotowy do wyjazdu. Automatycznie generuje opóźnienie. Jednak to w niczym nie przeszkadza, bo dzwoni Tom3k z informacją, że są w drodze (razem z Olo i Dareckim), i że się trochę spóźnią. Tak więc czekamy na resztę ekipy.

W międzyczasie zastanawiam się nad wyborem odpowiedniej trasy, bo to właśnie na mnie spoczywa ten obowiązek jako pomysłodawcy i organizatora tej wyprawy. Jedynie co przychodzi mi do głowy to kierunek Puszcza Dulowska :) Punktem docelowym miał być Paryż. Miał być.. bo w rezultacie jednak nie był. A fani podjazdów szczególnie ambitni zdobywcy Hrobaczej Łąki musieli obejść się smakiem.. ale o tym później.

Do ekipy dołączają Tom3k, Olo i Darecki. Dwóch ostatnich w końcu mamy okazję poznać. Kilkanaście minut po czasie jesteśmy gotowi do jazdy. Ośmioosobową grupą ruszamy w kierunku Puszczy. Na pytanie gdzie jedziemy bez zastanowienia odpowiadam: nie wiem :p
Trasę postanowiłam analizować na bieżąco. Tempo jazdy pozwala mi krok po kroku przemyśleć każdy fragment trasy.

img_9399Początkowo wbijamy się na szlak niebieski, prowadzący nas przez Puszczę aż do Rudna. Tam nasi nowo poznani towarzysze od razu pytają o sklep. Kto by pomyślał, że już są zmęczeni i spragnieni :P Dla zabicia pragnienia kupują gazowany soczek, który jednak spritem nie był :P W tym miejscu spotykamy dwóch Bikerów z Oświęcimia, którzy wracali już  w kierunki swojego miasta. Nasza podróż dopiero się zaczęła..

Kolejnym punktem odniesienia jest szlak zielony, który prowadzi nas do Woli Filipowskiej, a po przejechaniu drogi głównej w teren. Tu kolejny postój, przed nami bardzo mokry i błotnisty lekki terenowy podjazd. Oczywiście prowadzi grupę ucieszony z tego odcinka Foreight, a ja zamykam kolumnę. Właśnie tak – uwielbiam błotko :P
U szczytu oczywiście nieuniknione staje się faktem – gubimy szlak. Tylko niepotrzebnie rozwellowi dostaje się ochrzan ode mnie, bo to on prowadził i automatycznie stał się winnym całej tej sytuacji.
Muszę się przyznać, że sama nie zauważyłam, że szlak biegnie równolegle do ścieżki którą jedziemy, tylko że 20 metrów dalej. Mijamy kilka ciekawych punktów widokowych i trafiamy do nieczynnej już kopalni odkrywkowej porfiru w Miękini.

Ja oczywiście jako zapalony student górnictwa i geologii nie mogę powstrzymać się od komentarza i zainteresowania. Skrupulatnie podziwiam czerwony kamień z tych okolic. Po kilku minutach ruszamy dalej, mijamy jeziorko i dojeżdżamy do głównej drogi Krzeszowice – Miękinia. Kierujemy się na północ do centrum Miękini. Tu zaczyna się pasmo nieszczęść..

Kolejny podjazd zdaje się być nie do pokonania dla keneso. Zmieniając bieg zrywa linkę od przedniej przerzutki – defekt nie do naprawienia. Foreight wyciąga z kieszeni swój magiczny „bolec”, którym blokuje przerzutkę tak by zatrzymała się na środkowej tarczy. Uff.. możemy jechać dalej :) Jednak przełożenie to najwyraźniej nie spodobało się kenelu, który oczywiście ma więcej siły w nogach i po obrocie korbą zrywa łańcuch :|
To już chyba koniec..

img_9405 Wzrok wszystkich zatrzymuje się na Annihilatorze – tylko on mógł mieć ze sobą coś co zwie się skuwacz. Jednak jak na złość nie zabrał ze sobą. Keny zwija łańcuch do kieszeni i tu zaczyna się holowanie prezesa. Ten to ma dobrze, bo kto by mu nie pomógł :P
Tak więc omijamy Paryż i zjeżdżamy do Filipowic szukając jak najkrótszej drogi do domu. Wracamy Puszczy już w nienajlepszych humorach, lekko zdegustowani tą wyprawą. A miało być tak fajnie :P

Pierwsza zorganizowana wycieczka w tym sezonie nie wyszła. Niby zrobiliśmy te 60 kilometrów, jednak niewielka prędkość, długie i częste postoje trochę męczą, jeszcze taki skumulowany pech :| Dodam jeszcze, że Foreight co chwila zatrzymywał się i dopompowywał koło, by do domu i tak w rezultacie dojechać na kapciu :|

Eh, straszne to było, jednak nie zaprzestaniemy na jednej większej wycieczce mimo to :)
 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »