Tak jak zaplanowaliśmy, tak też się stało. 23 lipiec, Krzysiek na długo zapamięta tą datę.
Tradycyjnie około 8 rano zbiórka po czym wyruszyliśmy do Żywca.
Poranny chłodny wiaterek sprawiał, iż pomimo wzrastającej temperatury jazda była przyjemna.
Tuż za Libiążem spowodowałem groźnie wyglądający wypadek, na szczęście Krzyśka zamortyzował mój plecak i po chwili śmiechu ruszyliśmy dalej.
Po około trzech godzinach dojechaliśmy do Międzybrodzia Żywieckiego gdzie spotkaliśmy Wojtka (pozdrawiamy), zamieniwszy kilka zdań udaliśmy się ochłodzić w/w jeziorze.
Dalej przez Oczków do celu naszej wyprawy, kilka podjazdów a następnie wspaniały zjazd do Żywca, na owym zjeździe usłyszałem za sobą potężne BUUUUMMM, no tak Krzysiek tradycyjnie złapał kapcia.
Pod skrzydłami orła usunięto awarie, korzystając jednocześnie z wspaniałego urządzenia jakim jest kompresor.
Okazało się jednak, że to nie jedyna usterka. Rant opony uszkodzony, dętka na wierzchu.
Po spuszczeniu odrobiny powietrza ruszyliśmy dalej, jadąc z taką oponą Krzysiek zachowywał daleko posuniętą ostrożność.
Żywiec, ładna miejscowość, zwiedziliśmy rynek, zamek, park ale z wiadomych względów nie skosztowaliśmy sztandarowego produktu tej miejscowości.
(Postanowiliśmy sobie to wynagrodzić po powrocie.)
Droga powrotna.
Aby nie było nudno wracamy naokoło jeziora żywieckiego (zawsze to kilka kilometrów więcej) przez Zarzecze i Tresną. Po raz ostatni korzystamy z dobrodziejstw kąpieli i udajemy się w drogę powrotną.
Parujący asfalt i duchota ostro dają się we znaki, obiektywne czynniki sprawiły, iż u Krzyśka nastąpiło straszne załamanie formy, samopoczucia i psychiki.
Tempo u niego gwałtownie spadło, na moją propozycje aby jechać przez Zator (może wtedy stuknęło by 200km.), usłyszałem, że skazuje mnie to na samotną jazdę.
Po 170 km. byliśmy w domu, średnia ok.20-25 km./h, wypiliśmy 7 l. wody, w sumie fajnie było a Krzysiek przekonał się, że nie możliwe stało się możliwym. W następną niedziele także gdzieś dalej się wybierzemy.
Udział wzięli: andrzos, Krzysiek
Zobacz wszystkie fotki z wycieczki
|