Zgodnie z planem w dniu 16 lipca, nieświadom czekającej na mnie katorgi i przeceniając swoje siły dałem się namówić rzeźnikowi czyli Andrzosowi na wycieczkę do Goczałkowic Zdroju.
Początkowo pełen zapału mknęliśmy "wycieczkowym" tempem, cały czas starałem się nie stracić z oczu przewodnika, kosztowało mnie to wiele wysiłku. Na szczęście co godzinę była przerwa. Po 65 km. dotarliśmy do Pszczyny, mimo uroku tamtejszego rynku oraz parku, wolałem korzystając z chwili poświecić się leżeniu w trawie nad parkowym stawem. Przyjemność ta nie trwała długo, gdyż zaczęliśmy się bujać po parku aby następnie udać się do Goczałkowic. Tam też zabawiliśmy chwile, po czym wróciliśmy do Pszczyny, gdzie trochę dłużej odpoczywaliśmy, widząc pływające w chłodnej wodzie kaczki, choć na chwile chciałem stać się jedną z nich. Nie wiedziałem, że powrót tak mnie wykończy, zwłaszcza, iż Andrzos czuł niedosyt i dodał kilometrów, nie wracając tą samą drogą tylko przez Bieruń, Chełmek, Jaworzno, Kąty. Z każdym kilometrem ubywało mi sił, marzeniem moim było zobaczyć zwuemowskie bloki. Ku mojej rozpaczy tempo zamiast słabnąć, zwiększało się.
Na deser ostatkiem sił wyjechałem pod zwm, po czym udaliśmy się w wiadome miejsce. Miało być 100 km. a wyszło 137 na które to nie byłem psychicznie przygotowany
Mimo bólu w następną niedziele udam się z rzeźnikiem prawdopodobnie do Żywca, przełamując swoje słabości.
KRZYSZTOF
(cenzura:Andrzos)
Zobacz wszystkie fotki z wycieczki
|