Zaczynamy w Trzebini, dalej asfaltem przez Bolęcin, Płazę, Babice, Zator do Wadowic centrum. Tu pierwszy i ostatni raz pochwalę się średnią która wyniosła ponad 28km/h. Wojtek eskortujący nas na szosówce wraca do domu a my z pod PKP po długich poszukiwaniach naszego szlaku niebieskiego do centrum by wreszcie znaleźć się na dobrej drodze na Leskowiec.
Na szlak można się „wbić” od razu w centrum – jest to jeden ze skrętów
w prawo zaraz przy Placu Jana Pawła II. Pierwsze trasa prowadzi
asfaltem w stronę widocznych już nieźle małych szczytów Beskidów by
zaraz przejść w długi podjazd terenowy na pierwszy, niższy szczyt.
Znajduje się na niej tabliczka poświęcona naszemu papieżowi oraz
ławeczki i miejsce na odpoczynek. Już ten kawałek można nieźle odczuć w
nogach – niezłe nachylenie, korzenie i długość mogą sprawić nie
wprawionym kolarzom spore trudności ;)
Cały czas trzymając się szlaku pieszego niebieskiego jedziemy długim
zjazdem, przejeżdżamy przez małą rzeczkę i pniemy się znów do góry. Tym
razem jest dużo trudniej. Wypłukany przez deszcz szlak obfitujący w
niezliczone ilości luźnych kamieni skutecznie podnosi umiejętności
techniczne jazdy w terenie na wysokim pulsie. Poruszamy się nie wiele
szybciej niż turyści którzy momentami z wielkim politowaniem spoglądają
na nas męczących się niemiłosiernie :-)
Droga dalej się rozdziela, można skręcić w lewo i iść po prostej – z
czego nie wiedzieć czemu korzystają wszyscy wycieczkowicze „na butach”
lub za szlakiem niebieskim przez paruset metrowy podjazd o koncie
nachylenia porównywalnym z naszą Bożniową (tym ukośnym podjazdem) –
który wybieramy my oczywiście.
Po tej jakże wykańczającej wspinaczce znajdujemy się na Groni Jana
Pawła II - 890 m n.p.m. Widoki bardzo ciekawe – widać całą naszą
okolicę Śląsk i Małopolskę – z charakterystycznych punktów kominy
elektrowni w Jaworznie oraz podobno Pogorzyce ;-)
Po krótkim odpoczynku jedziemy na nasz cel – Leskowiec – leżący około
kilometra dalej. Na szczycie spotykamy paru bikerów, robimy fotki,
znowu odpoczywamy tym razem zjadając resztę zaopatrzenia i ustalamy
dalszą drogę wycieczki. A że mieliśmy sporo czasu bo była godzina
dopiero 13nasta postanawiamy wykorzystać opcję dłuższą – szlakiem
czerwonym pieszym którym już kiedyś jechaliśmy do Suchej Beskidzkiej.
Przemawiała też za tą opcją pustka w bidonach (po drodze jest tam punkt
wody pitnej).
Teraz czekał nas niezły i bardzo długi zjazd przez parę kilometrów.
Przez pierwsze fragmenty zjazd był ciekawszy ponieważ oprócz leżących
luźno kamieni trzeba było także wpływać nieco (czytaj: nie dając
wyboru) na zachowanie ludzi, którzy mało chętnie usuwają się z trasy
(mając do tego odpowiednio dużo miejsca na szerokiej kamienistej
drodze).
Zatrzymujemy się przy punkcie z wodą i ciśniemy dalej. Kawałek dalej
Foreight łapie gumę, tym razem dłuższy postój. Uświadamiamy sobie jaki
kawał dobrego podjazdu pokonywaliśmy ostatnim razem wycieczką w drugą
stronę. Pogoda lekko się psuje dzięki czemu na zjazdach skutecznie
marzniemy. W końcu wyjeżdżamy z terenowej trasy i znajdujemy się na
drodze asfaltowej w Krzeszowie. Ustalamy dalszą taktykę – zimno, głód i
mało czasu sprawia że postanawiamy wrócić już asfaltem przez Śleszowice
i Mucharz na drogę główną prowadzącą z Suchej do Wadowic. Po
przeliczeniach jadąc do Suchej szlakiem a dalej normalną drogą do domu
dojechalibyśmy w bardzo optymistycznej wersji po 19:00.
Tak mając już małe rezerwy sił dzięki skróconej trasie w domach po
dłuższych postojach na rynku w Wadowicach a potem Zatorze (i grze kto
kogo bardziej obleje z bidonu) znajdujemy się około 18:00. Razem wyszło nam 126 kilometrów.
Udział wzięli: Gosia, keny i Foreight
Opisy:
Leskowiec (922 m n.p.m.) - szczyt w Beskidzie Andrychowskim (wschodnia część Beskidu Małego).
Punkt widokowy, ważny węzeł szlaków turystycznych. W okolicy szczytu
dwie nartostrady. Na pobliskiej Jaworzynie (10 minut) znajduje się
schronisko turystyczne "Leskowiec". Dotrzeć tu można szlakami z Rzyk,
Andrychowa, Ponikwi, Kozińca, Świnnej Poręby, Krzeszowa (gm.
Stryszawa), Targoszowa, a także od strony Przełęczy Kocierskiej.
Miejscowa ludność nazywa czasem Leskowiec "Hrabskie Buty" z powodu
dwóch płyt kamiennych z wykutymi śladami stóp. Płyty te prawdopodobnie
upamiętniają wejście na szczyt Adama hr. Potockiego i hrabianki Mary
Wielkopolskiej. Strącone ze szczytu przez pasterzy, przeleżały w lesie
do 2004 r, gdy odkryte przez Jana Zielińskiego zostały przeniesione w
pobliże schroniska "Leskowiec".
Groń Jana Pawła II - (wcześniej nazywany Jaworzyną, Magurą) szczyt w
Beskidzie Andrychowskim (wschodnia część Beskidu Małego), 890 m n.p.m.
Zmianę nazwy góry na obecną dokonano Rozporządzeniem Ministra Spraw
Wewnętrznych i Administracji 27 stycznia 2004, choć już dużo wcześniej
okoliczna ludność spontanicznie przemianowała górę i nazwa ta pojawiała
się też w przewodnikach turystycznych.
Szczyt, razem z pobliskim Leskowcem tworzy ważny rejon turystyczny. Od
1932 roku znajduje się tu schronisko PTTK "Leskowiec". Na szczycie
znajduje się kaplica wzniesiona w 1995 r. z inicjatywy działacza PTTK
Stefana Jakubowskiego z Andrychowa, oraz stalowy krzyż z 1991 r.,
poświęcony "ludziom gór". W kaplicy stoi fotel, na którym Jan Paweł II
siedział podczas wizyty w Skoczowie w 1995 r. oraz ołtarz z inskrypcją:
Jest nas troje: Bóg, góry i ja.
Papież w latach swego dzieciństwa i młodości wielokrotnie na szczyt
przychodził; również jako biskup. Latem pokonywał szlak piechotą, zimą
jeździli tu na nartach. Ostatni raz wszedł na Leskowiec i Jaworzynę
jako kardynał w 1970 roku, po mszy, odprawionej z okazji 25. lecia
kapłaństwa w Kalwarii Zebrzydowskiej.
Opisy: Wikipedia (na licencji GNU/FDL)
Ciekawe linki:
|